Z dnia na dzień na dworze robi się coraz ciemniej. Zabawa zwykłymi piłkami wieczorem nie jest już tak przyjemna, gdy po pierwszym rzucie zabawek trzeba szukać w stercie liści, z latarką w ręce, a rezygnacja z wieczornych zabaw w ogóle nie wchodzi w grę.
Postanowiłyśmy, że nie damy się zawładnąć jesiennej nudzie i ciemności! Max glow przybywa na ratunek ;)
Wykonana jest z miękkiego tworzywa, które z łatwością można ścisnąć w ręce.
Piłka ma gładką fakturę, co z jednej strony ułatwia jej czyszczenie. Po zabawie wystarczy opłukać ją pod bieżącą wodą i wygląda jak nowa, za co duży plus.
Gładka powierzchnia ma też swoje minusy, czasem utrudnia to rzucanie, szczególnie gdy Joyka obślini całą piłkę i robi się ona bardzo śliska.
W środku jest pusta , więc jeśli ktoś woli zabawki na sznurku, to można spokojnie przewlec przez dziurę sznurek.
Świetnie odbija się od ziemi, wysoko i czasem w różne strony, sprawia to psiakowi wielką frajdę, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, bo nie miałyśmy jeszcze piłki, która się tak fajnie odbija .
Dla psich zasysaczy będzie jak znalazł ;) Otwory w piłce pozwalają przy zgnieceniu trochę zassać powietrze, przy czym piłka wydaje charakterystyczny dźwięk. Joyce bardzo się to spodobało.
Przejdźmy do głównego zadania max glow, czyli świecenia.
Wystarczy naświetlać ją lampą lub latarką z telefonu przez ok 5-10 min, i można ruszać na spacer. Po ciemku świeci na zielono i bardzo dobrze ją widać. Po jakimś czasie niestety traci swój blask i trzeba ją "doładować" latarką, co na dłuższych spacerach może być irytujące, ale na 20 min wypad w zupełności wystarcza jedno naświetlenie.
Ogólnie oceniam ją bardzo pozytywnie, spełnia swoje zadanie, dobrze świeci w ciemności.
Teraz nawet po ciemku możemy aktywnie spędzać czas na wspólnej zabawie.
![]() |




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz